|
|
<
|
Maj 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
|
7
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
|
14
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
|
21
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
|
28
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
|
czwartek, 01 listopada 2007
rok....
tak mi Ciebie brak..... [*]
poniedziałek, 22 października 2007
kontynuacja beznadziei
i co że MGR ? tak obroniłam się.... spadam na samo dno odbijając się stopien po stopniu.... zupelnie jak owad szczelnie zamknięty w jakimś naczynku odbija się o ścianki szukając tlenu tak ja szukam...... niestety staczam się w tym poszukiwaniu... a tlenu i tak nie ma.... wróciły czasy "mekhtarynki" a juz było tak fajnie, tak pięknie.... niestety.... jeszcze na dobicie zbliza się pierwsza rocznica mojej tragedi... cięzko będzie, później zaraz święto zmarłych... boje się tego tygodnia i boję się swojego humoru, a raczej jego braku.... znów wszystko nie jest tak....
wtorek, 02 października 2007
się dzieje się ...
o losieeee normalnie nie mam pytań... za tydzień obrona MGR :) nareszcie i zarazem już? no jasne, już mnie bierze dygawka :P dam rade pfff a bo to ja nie miałam żadnego examinu? dziś pierwsze zajęcia nowych studiów, boszzzz jakie te świeżaki są śmieszne, nie to co my, ja i K. takie doświadczone już magistrantki i kolejną magistere zaczynają...hehehe ambitne a jak.... jesień idzie, dziś cały dzień leje ciurkiem, moja grzywka sie wywija na wszystkie możliwe strony...wrrr wyglądam jak niczego sobie niewinne dziewcze z takimi blond fiu-bździu na głowie ;) co poza tym ? hm październik smutny miesiąc ... 30 i od roku świat bez najukochańszej mi na świecie Osoby, wiem, że będzie zawsze przy mnie....ZAWSZE... tylko przytulić się nie mogę... jedynie płomyk odzwierciedla wszystko co płynie z mego wnętrza wprost do Niego... cóż dalej mam doły...wiedziałam, że to się kurczę zacznie po pierwszym powrocie, niestety jest tak a nie inaczej, sama tego nie pokonam...
poniedziałek, 17 września 2007
stan....
ten stan sprzed jakiegoś roku powrócił....zasiada coraz częsciej ze mną przy stole, biurku, w łózku... chcę płakać....czuję się nikim....nikogo nie obchodzącym ułamkiem świata.... nie mam na to wplywu.... jak zwykle życiowa równia pochyla.... świeci slonce dzis...taki ładne, jaskrawe.... nie cieszy.... nie chcę tak żyć....nikt nie ma dla mnie czasu... a może nie chce mieć.... ogólna apatia.....
czwartek, 13 września 2007
kobieta fatalna...
tak mi źle... tak samotnie, te wieczory w tym mieście gdzie niby tyle się dzieje, gdzie jest tyle ludzi a ja czuje się samotna i zapomniana przez świat..... brakuje mi tych ramion w te chłodne wieczory, brakuje tego, że ktoś o mnie dba, troszczy się i komuś zależy... nie ma nikogo... cisza dookoła... bo co z tego, że tylu facetów wokół... każdy chce tego samego... myślałam, że z Nim będzie inaczej... a tymczasem wszystko jest fajnie jak mamy się spotkać, a po ostatniej rozmowie dowiedziałam się, że jestem koleżanką... zabolało... tak całuje wszystkie koleżanki??? za miękka jestem na ten świat...powinnam się uodpornić, tyle przeszłam w ostatnim czasie, że takie rzeczy nie powinny na mnie oddziaływać tak boleśnie, a jednak BOLą CHOLERNIE !! siedze przed oknem.... na dworzu ciemnica, widać jedynie światła w oknach bloków... są tam zapewnie samotne osoby, które teraz robia sobie herbatę by za chwilkę usiąść przed tv i obejrzeć kolejny serial o miłości... ale są zapewne tacy, którzy teraz uśmiechają się do swojej drugiej połóweczki ciesząc się każda chwilka spędzaną razem.... dlaczego każdy nie może być szczęśliwy? jeden chce być sam, inny nie, jaka byłaby niesprawiedliwość w tym, by każdy był zadowolony z tego co ma? SAMOTNA SIE DZIS CZUJE...dlatego znów piszę... na dobrą sprawę kiedy się nie czułam? może wtedy gdy On przyszedł... gdy spał wtulając się we mnie, oplatakąc mnie ręką, jakby mówił "nie oddam" a później usłyszałam, że pewnie by mnie skrzywdził, że niechciałby żebym czekała... a ja bym chciała iść z nim chociaż na spacer, nie chcę z Nim jedynie sypiać... ale to silniejsze ode mnie... nie umiem się oprzeć by choć na chwilę zaspokoić głód bliskości... wiem, że później jest gorzej, że później czuję się jak teraz... nie depczcie mojego poczucia własnej wartości, tak długo je odnawiałam... takie było kiedyś zdeptane... a już dziś wiem , że jestem wartościową osobą, wartą zainteresowania równiewrtościowego mężczyzny.... ZLE MI DZIS.... :((
sobota, 11 sierpnia 2007
tak bardzo mi Ciebie brak.... niemoc jest okropna....
wtorek, 07 sierpnia 2007
cudny weekend...
...aż żal było wyjeżdżać, ale niestety czasem bywa tak, że nie można zbytnio na kimś polegać... ale co ma być to będzie, nie mam wpływu na wszystkich ludzi, którzy mnie otaczają... żałuję, że żaden z wakacyjnych planów sie nie spełnił.... wolontariat NIE, wypad nad morze NIE, przyjazd na weekend 50/50 i w efekcie można stwierdzić, że wakacje przesiedziałam w domu... poza jednym tygodniem i jednym weekendem... najsssss prawda? chcę od połowy września już wyjechać na studia, muszę wcześniej złożyć pracę mgr, a poza tym najzwyczajniej w świecie nie mam tu co robić... no ok teraz biorę się za pisanie by jak najszybciej wszystko skończyć i mieć z głowy... oczywiste jest, że nie chce mi się ale trudno... mus jest mus ;) nie wiem co tu pisać, skoro tak nie wiele się dzieje... weekend był największym szaleństwem jakie dotychczas miałam w życiu... ale to weekend, wspomnienia i tyle... dziwią mnie ludzie... ich zachowania i ich decyzje też... wracam do pisania mgr...
wtorek, 31 lipca 2007
koniec lipca, koniec lata?
Bynajmniej nie dla mnie, mam przecież jeszcze 2 miesiące wakacji... ale nie podobają mi się zbytnio te wakacje, tydzień spędzony na Warmii był o.k. ale co robić z resztą czau... Zawiedli ludzie... Bo ja mam jak i mam za co, ale nie mam z kim... a bez sensu jest jazda gdziekolwiek dalej w pojedynkę, bez sensu dla takiej gaduły jak ja... ileż można nie odzywać się do nikogo, poza potencjalną panią ze sklepu? Jednym słowem jakaś porażka... jeszcze 2 miesiące praktycznie siedzenia w domu. Jeden pożytek.. pomagam mamie... ale nawet za dokończenie swojej pieprzonej magistery nie chce mi się wziąć.. a czas też ograniczony bo do 30 września. Oj zły dziś humor jakiś, może nie tyle zły ile nijaki... Po prostu nuda bierze górę... w moim rodzinym mieście, gdzie teraz jestem nic się nie dzieje. Jest praktycznie spośród kilku lokali jeden który tętni życiem... tętni życiem małolatów.... bo jak wiadomo w czasie deszczu dzieci się nudzą... i chyba nie tylko dzieci, jak widać. A poza tym, z racji studiów poza domem od 5 lat zatarły się kontakty... dupa po prostu... jest zimno, pochmurno, deszczowo i wietrznie, i źle mi z taką pogodą...
wtorek, 24 lipca 2007
poniedziałek, 23 lipca 2007
come back :/
Skóra nabrała złocistego blasku... ciało wypoczęło, dusza również... było fajnie... błogie byczenie się na plaży ma swoje uroki :D strasznie szybko minęło to wolne, zdecydowanie za szybko, ale cóż.. tak to już jest, że to co fajne szybko przemija... jak patrzę na to słonko dziś i nie widzę z tarasu jeziorka to troszkę smutnawo... ale jeszcze sobie odbiję ;) pozdróweczki
|